Wiele mówi się ostatnio o tak zwanej "prywatności". Przykładem może być batalia o stwierdzenie, że zdjęcie na Naszej-Klasie stanowi daną osobową. Informacje o użytkownikach zbierają także - niemalże "zawodowo" - wielkie koncerny. Google nawet uruchomiło specjalną aplikację, dzięki której można obejrzeć podsumowanie informacji zebranych na Twój temat przez tego giganta.
Podobnie wygląda sytuacja także w innych branżach. Polska ustawa o ochronie danych osobowych jest bardzo restrykcyjna i nakłada znaczną ilość obowiązków, które mają chronić naszą prywatność. W efekcie wiele produktów jest pozbawiana bardzo istotnych ze względów usability funkcji w imieniu ochrony danych osobowych (Zresztą o niskiej rzeczywistej skuteczności tej Ustawy nie trzeba jednak nikogo przekonywać - wystarczy na kilka chwil wyłączyć filtr antyspamowy w swojej poczcie :) ). W świetle ostatnich rozstrzygnięć sądowych w kwestii naszej-klasy można nawet wnioskować, że z prawnego punktu widzenia dni portali społecznościowych są policzone.
Podejdźmy jednak do tej kwestii z punktu widzenia przeciętnego użytkownika. Coraz popularniejsze stają się serwisy takie, jak Facebook czy Twitter. Ich idea polega na dzieleniu się wszystkim, co robimy, co nam się podoba, a co nie. W efekcie w serwisach tych, w stopniu znacznie większym niż w przypadku choćby google, udostępniamy (czasem nawet bardzo osobiste) informacje. Użytkownicy nie chcą więc prywatności, sami, świadomie i dobrowolnie z niej rezygnują.
W związku z tym rodzi się we mnie pytanie: czy prywatność nie jest czasem "przereklamowana"? Czy nie jest tylko pustym hasłem w bardzo specyficznym środowisku, podczas gdy dla większości ludzi przestaje ona mieć jakiekolwiek znaczenie?