Wielki Brat nie tylko patrzy, ale i rozpoznaje twarze

Google Picasa w wersji 3.5 obsługuje nową funkcjonalność: name tags. Pozwala ona dodać podpisy do osób, które znajdują się na Twoich zdjęciach. Technologia, która kryje się za tą funkcją jest dość interesująca, ale i potencjalnie niebezpieczna. Czyżby powoli spełniała się wizja George'a Orwella z książki rok 1984?

Gdy uruchomisz funkcję dodawania imion do zdjęć, Picasa przeskanuje Twoje albumy w poszukiwaniu twarzy. Następnie pogrupuje je, łącząc ze sobą potencjalnie identyczne osoby, i pozwoli Ci dodać do nich nazwy. Można też wybrać osobę z książki adresowej Google.

Mechanizm zdaje się działać. Poprawnie grupuje większość zdjęć, po czym pozwala odznaczyć te, które zostały wykryte niepoprawnie. Co więcej, podpowiada, kto może być na przedstawionym zdjęciu.

Wdrożenie tego mechanizmu daje Google świetne możliwości i perspektywy. Praktycznie za darmo zyskuje bowiem bazę danych biometrycznych (powiązanie zdjęcia z tożsamością), zawierającą informacje o milionach ludzi z całego świata. Co więcej, użytkownicy sami będą dbać o jakość tej bazy. W oparciu o taką bazę można łatwo zbudować nowatorską usługę, polegającą na rozpoznawaniu zdjęć i wyszukiwaniu danych osób na nich przedstawionych. Jestem pewien, że wiele (bardziej lub mniej legalnych) organizacji chętnie by z takiej usługi korzystało.

Ciekawy efekt można też uzyskać, łącząc taką bazę danych ze zdjęciami z monitoringu miejskiego (na przykład w Londynie jest około 500 000 kamer monitoringu). W ten sposób można zbudować kompleksową usługę, odpowiadającą na pytania: kto, z kim, gdzie i kiedy. Oczami wyobraźni widzę zazdrosne żony, szukające kobiet, które spotkały się z ich mężami, czy też polityków, próbujących wykazać kolejny "układ" i pogrążyć swoich przeciwników.

Może moje wywody brzmią troszkę jak spiskowa teoria dziejów, ale zarówno odpowiednie technologie, jak i wystarczająco rozbudowane bazy danych już istnieją - wystarczy je tylko wykorzystać. Coraz bardziej jestem przekonany, że połączenie wiedzy z Facebooka z informacjami z Picasy i z wyszukiwarki Google może pewnego dnia stanowić bardzo potężne narzędzie. Jeśli dodamy do tego technologię Augmented Reality w szkłach kontaktowych wyświetlające informacje o spotykanych ludziach, powstanie układanka przedstawiająca wizję świata XXI wieku. Zagrożenie to jest tym groźniejsze, że nieuświadomione - zwykły internauta nie przejmuje się bowiem takimi kwestiami, jak prywatność i ochrona jego danych.

Wniosek jest prosty: Orwell w "roku 1984" nie miał racji. Pomylił się o jakieś 30-40 lat.

Taxonomy upgrade extras: